piątek, 14 lipca 2017

Marta Matyszczak - "Tajemnicza śmierć Marianny Biel"


Są tacy autorzy, co do których intuicyjnie czujemy, że ich książki to dokładnie to, czego w literaturze szukamy. Tak właśnie w moim przypadku było z Martą Matyszczak –blogerką i założycielką Kawiarenki kryminalnej, a prywatnie przesympatyczną Ślązaczką. Kobieta, która przeczytała tyle kryminalnych historii, w końcu zdecydowała się stworzyć własną i zaskoczyła czytelników niezwykłym narratorem.

W chorzowskim schronisku dla bezdomnych zwierząt psie życie nie jest lekkie. Co prawda jego pracownicy dbają o podopiecznych jak tylko mogą, ale wiadomo, że domowego ogniska spragnionym miłości zwierzakom zapewnić nie są w stanie. Gucio przebywa tam już od pewnego czasu i traci nadzieję na odmianę swego losu. Nie dość, że nie jest rasowy, to jeszcze brakuje mu jednej łapy, a młodzieńcze lata świetności już dawno ma za sobą. Kiedy więc zostaje wybrany do udziału w schroniskowej paradzie kundelków wie, że to być może jego ostatnia szansa na znalezienie domu.

Gucio trafia na Szymona Solańskiego, byłego policjanta, aktualnie prywatnego detektywa, o nieco szorstkim obejściu ale miękkim sercu, który postanawia adoptować psa i wkrótce wraz z nim wprowadza się do obskurnego familoka położonego na chorzowskiej ulicy 11 listopada. Życie nie lubi jednak nudy więc wraz z nowymi lokatorami pod dom podjeżdża policja, która ma za zadanie ustalić jak zginęła Marianna Biel – dawna gwiazda miejskiego teatru i mieszkanka kamienicy. Szybko okazuje się, że głównymi podejrzanymi są pozostali lokatorzy…

Marta Matyszczak stworzyła kryminalną historię napisaną z wdziękiem i lekkością. Zagadka śmierci aktorki stanowi oś fabuły, która jednak swobodnie dryfuje również wokół innych tematów, jak choćby ulotność sławy i młodości czy troska o dobro zwierząt. To także portret śląskiej ulicy, w której szeroko pojmowana tradycja łączy się z nowoczesnością, a wokół często zdewastowanych familoków budowane są apartamentowce. Przekaz ten – choć na wskroś hanyski przemówi nie tylko do mieszkańców Górnego Śląska, ale także innych zakątków kraju.

Tajemnicza śmierć... to również doskonale wykreowani bohaterowie. Choć sam Szymon zdaje się wpisywać idealnie w obowiązujące we współczesnym kryminale kanony (mnie osobiście do złudzenia przypominał bohatera serii o Cormoranie Strike’u autorstwa Roberta Galbraitha a.k.a. J.K.Rowling), to już Róża – przyjaciółka detektywa i najważniejsza postać kobieca – jest zaprzeczeniem wyobrażeń o literackiej heroinie: pije, przeklina, a jej waga odbiega nawet od najbardziej zawyżonej normy. To głównie ona skupia na sobie sympatię czytelnika, skutecznie odwracając uwagę od Szymona. Prócz tego duetu mamy jeszcze tradycyjną śląską omę, której życiową pasją jest wciskanie nosa w nie swoje sprawy i wystawanie całymi dniami w oknie w charakterze osiedlowego monitoringu, dwóch zwaśnionych bliźniaków w ciasnej kawalerce i trzyosobową rodzinę z wieloma sekretami.

Osobno wspomnieć należy o najważniejszym bohaterze – psie Guciu. Nie dość, że u boku swojego pana rozwiązuje on kryminalną zagadkę, to jeszcze rozśmiesza czytelników do łez. Autorka postanowiła bowiem uczynić Gucia narratorem części książki i musicie mi uwierzyć, że świat widziany psimi oczami wygląda o wiele ciekawiej niż zwykle. Gucio, poza sprawami naprawdę ważnymi, jak chociażby pochłanianie kolejnych parówek, prowadzi wnikliwą analizę zupełnie nieracjonalnych ze zwierzęcego punktu widzenia zachować otaczających go ludzi, którzy czasami nie zauważają nawet najbardziej oczywistych rzeczy.

Tajemnicza śmierć Marianny Biel to książka, która spodoba się nie tylko miłośnikom kryminału. Zabawna i interesująca historia, obyczajowe tło które zaciekawia ale nie przytłacza i niezwykły narrator to niewątpliwe atuty debiutu Marty Matyszczak. Książka sprawdzi się idealnie w czasie urlopu i pozwoli na relaks po ciężkim dniu pracy. Kto ją przeczyta, podobnie jak ja, z niecierpliwością będzie oczekiwać na premierę kolejnej części serii Kryminału pod psem


 Książka zrecenzowana dla portalu lubimyczytać.pl:



www.lubimyczytac.pl
 


piątek, 7 lipca 2017

Przemysław Borkowski - "Zakładnik"



Przemysław Borkowski, znany ze swojej kabaretowej działalności w ramach Kabaretu Moralnego Niepokoju, ku memu ogromnemu zaskoczeniu okazał się również autorem kilku już książek. Jego najnowsza powieść zatytułowana Zakładnik jest jedną z lepszych powieści kryminalnych przeczytanych przeze mnie w tym roku.

Podczas nadawanego na żywo przez jedną ze stacji telewizyjnych programu  śniadaniowego dochodzi do tragedii. Nieznany nikomu mężczyzna wchodzi na plan, celuje do zgromadzonych w studiu gości i bierze zakładników. Zygmunt Rozłucki, psycholog, który w programie wystąpić miał w zastępstwie starszego kolegi, staje się mimowolnym uczestnikiem toczących się zdarzeń i podejmuje próbę negocjacji z terrorystą. Niestety, napastnik przed kamerami zabija jednego z zakładników, po czym odczytuje niezrozumiałe oświadczenie i popełnia samobójstwo.

Psycholog, targany własnymi problemami i demonami przeszłości, chce jak najszybciej zapomnieć o zdarzeniu, jednak Karolina Janczewska – dziennikarka będąca jedną z zakładniczek, wciąga go w dziennikarskie śledztwo, który ma pozwolić jej nie tylko na zrozumienie motywacji zamachowca, ale również uporanie się z towarzyszącą jej po zdarzeniu traumą. Rozłucki, choć początkowo niechętny, wraz z odkrywaniem kolejnych powiązań pomiędzy nieżyjącymi ofiarami, angażuje się coraz bardziej – i to nie tylko w prowadzoną sprawę.

Przemysław Borkowski stworzył historię, która zaczyna się z rozmachem, a potem nie wytraca na prędkości. Wydarzenia sprzed kilkunastu lat stają się przyczynkiem do obecnej tragedii, a sam zamach jedynie początkiem kryminalnej zagadki. Główny bohater, Zygmunt Rozłucki, jest postacią pełnowymiarową, z trudną i nieco mroczną przeszłością. Wydarzenia ze studia stanowią dla niego wyłącznie jedną z wielu dramatycznych historii, które zapija kolejnymi litrami drogiej whisky. Język autora jest sprawny, a narracja płynna i pełna złośliwego poczucia humoru i ironii, które wyjątkowo przypadły mi do gustu.

Nie mam wątpliwości, że Zakładnik to jedna z najgorętszych premier sezonu i zarówno o książce, jak i o jej autorze będzie jeszcze głośno. Mam nadzieję, że na kolejny tom przygód nieco neurotycznego psychologa nie będziemy zmuszeni czekać zbyt długo.



* książka przeczytana dzięki uprzejmości wydawnictwa Czwarta Strona 

www.czwartastrona.pl



niedziela, 25 czerwca 2017

Magdalena Witkiewicz - "Czereśnie zawsze muszą być dwie"


Czereśnie zawsze muszą być dwie to najnowsza książka w dorobku Magdaleny Witkiewicz – jednej z najpopularniejszych polskich autorek powieści obyczajowych. Tym razem pisarka zabrała swoje czytelniczki do Łodzi, której historię postanowiła im przybliżyć. Akcja książki osadzona została w podmiejskim dworku, który w przeszłości był niemym świadkiem wielkiej miłości, a zarazem ogromnej tragedii. Teraz nowe życie w zabytkowym domu budować zaczyna Zosia, która uciekła z Gdańska aby zapomnieć o nieszczęśliwej miłości.

Opuszczona willa w Rudzie Pabianickiej, którą bohaterka odziedziczyła po zmarłej przyjaciółce, niespodziewanie stała się dla dziewczyny ostoją i miejscem, z którym wiązała nadzieję na początek nowego życia. Niestety, dotychczasowe problemy nie były jedynymi, z jakimi zmierzyć musiała się Zosia. Dziewczyna szukając recepty na własne szczęście, zaczęła zagłębiać się w historię dworku i poznawać losy jego dawnych mieszkańców.

Czereśnie zawsze muszą być dwie to pierwsza książka w dorobku autorki, która tak bardzo osadzona jest w przeszłości. Opisana historia przedstawia zarys Łodzi w czasach jej największej prosperity, kiedy przemysł włókienniczy kwitł w najlepsze, a bogaci kupce i przedsiębiorcy szukali wytchnienia na pobliskich wsiach. Taką właśnie odskocznią i ostoją dla zmęczonych łódzkim gwarem mieszkańców stała się pobliska Ruda Pabianicka, którą śmiało nazwać możemy jedną z bohaterek książki. Miejscowość ta stała się bowiem tłem dla historii o wielkiej miłości, ludzkiej zawiści i obsesji, która potrafi pchnąć ludzi do najgorszego. Okazuje się również, że dawne wydarzenia odcisnęły piętno na losach współczesnych bohaterów i stały się podwalinami dokonywanych przez nich wyborów.

Książka wydaje się być jedną z dojrzałych w dorobku autorki, a opisane w niej zdarzenia chwytają czytelnika za serce i sprawiają, że od jej lektury ciężko się oderwać. Poza Zofią w Czereśniach… pojawia się cała plejada interesujących i dobrze skonstruowanych bohaterów. Mamy tam Szymona, który nie potrafi poradzić sobie z przeżytą tragedią, wiecznego chłopca Marka, który wybija się na tle innych swoim egoizmem, panią Stefanię, która stanowi ideał mądrej życiowo starszej kobiety i wreszcie nieco ekscentrycznego pana Andrzeja, którego rozmów z kurami nie sposób pominąć. Cała ta mozaika ludzkich słabości i zalet dodaje głębi opowiadanej historii i buduje jej tło.

Czereśnie zawsze muszą być dwie to wielowątkowa, mądra opowieść o tym co w życiu najważniejsze – miłości, przyjaźni i uczciwości. Plastyczny język autorki i jej niezwykły talent do tworzenia chwytających za serce historii nie zawiódł i tym razem, sprawiając, że fanki jej twórczości z całą pewnością nie poczują się zawiedzione. Sama Magdalena Witkiewicz w czasie spotkań autorskich promujących Czereśnie… wskazywała, że nie będzie to ostatnia z książek tak mocno zakorzenionych w historii i w planach ma już kolejne opowieści z przeszłością w tle. Pozostaje nam tylko czekać na nie z niecierpliwością.

* książka przeczytana dzięki uprzejmości Autorki oraz zrecenzowana dla portalu lubimyczytać.pl

www.lubimyczytac.pl