piątek, 5 stycznia 2018

Zygmunt Miłoszewski - "Jak zawsze"





Co było, gdyby…? Nie ma na świecie chyba ani jednej osoby, która nie zadałaby sobie choć raz w życiu takiego pytania. Co by było, gdybym poszła na inne studia? Wybrała innego mężczyznę? Zmieniła pracę? Znany i ceniony nie tylko w Polsce Zygmunt Miłoszewski w swojej najnowszej książce stała  się odpowiedzieć na pytanie o bardziej wzniosłym i historycznym znaczeniu -  co by było, gdyby w powojennej Polsce nie było komuny?

Główni bohaterowie Jak zawsze to Ludwik i Grażyna, małżeństwo z wieloletnim stażem, które obchodzi 50 rocznicę pierwszego razu, kiedy się ze sobą kochali. Dokładnie tak – nie ślubu, randki czy nawet pocałunku. Seksu. Świętują tradycyjnie kurczakiem z rożna i bara-bara, na które po tylu latach wciąż jeszcze miewają ochotę, choć niekoniecznie już siły. Ku ogromnemu zaskoczeniu pary, po stosunku budzą się oni w pełni sił witalnych i w swoich ciałach sprzed lat. Zniknęły gdzieś zmarszczki, żylaki i wykrzywione paluchy, a ich sylwetki znowu stały się jędrne i szczupłe. Wkrótce domyślają się, że cofnęli się w czasie do pierwszej wspólnie spędzonej nocy, jednak wszystko wokół nich wydaje się inne niż to, co zapamiętali sprzed 50 lat. Szare mieszkanko w bloku z wielkiej płyty zamieniło się w przeszklony dwupoziomowy apartament w modernistycznym bloku, zaś komunistyczna Warszawa przypomina nieco nieudolną kopię francuskiej stolicy. Znajomi sprzed lat – choć teoretycznie wciąż tacy sami, różnią się jednak znacznie od tych ze wspomnień, a chodzenie na nowo w starych butach wcale nie jest takie łatwe. Tym bardziej że świat stanął na głowie i nic nie jest takie, jakie zawsze było.

Alternatywna rzeczywistość sprzed pięciu dekad, wyraziści bohaterowie, którym daleko do papierowych ideałów, a zdecydowanie bliżej do nas samych i wnikliwa analiza polskiego społeczeństwa, w której autor nie poskąpił nam odrobiny złośliwości i sporej garści ironii i sarkazmu to tylko wierzchołek lodowy góry zalet, jakie Jak zawsze posiada.

Muszę przyznać, że Zygmunt Miłoszewski mnie zaskoczył. Bynajmniej nie tym, że książka okazała się świetna, a ja kolejny już raz utwierdziłam się w przekonaniu, że to niezwykle utalentowany pisarz. Zaskoczył mnie tym, że wciąż jeszcze można mnie zaskoczyć! Od dłuższego bowiem czasu mam poczucie, że napisano już wszystko, co można było napisać. Kolejne czytane przeze mnie książki powtarzają utarte już schematy, fabularne twisty tak naprawdę nie zaskakują, a każdy nowo poznany bohater przywołuje w pamięci postać z wcześniej przeczytanej już książki. I choć wciąż czyta się to wszystko z dużą dawką przyjemności i wciąż wciągam się w akcję, zarywając przy tym noce, to jednak brakuje mi powiewu świeżości i tego słynnego wow, które kiedyś wyrywało mi się z ust. A teraz znowu to poczułam!

Jak zawsze to książka, która zaskakuje. Pomysłem, fabułą i wielowymiarowością. Przez pryzmat Grażyny i Ludwika odkrywamy, jak mogła potoczyć się historia naszego kraju, ale też śledzimy losy dwójki ludzi, którzy spędzili ze sobą niemal całe życie i nagle mają możliwość zweryfikowania wszystkich swoich życiowych wyborów, a odpowiedzi na wcześniej zadawane sobie pytania wcale nie okazują się tak oczywiste, jak by się mogło wydawać.

I choć początkowo wydawało mi się, że tytuł książki zupełnie nie koresponduje z jej treścią, po zakończeniu lektury już się z tym nie zgodzę. Bo czasami, choćby wszystko było jak nigdy, to i tak kończy się jak zawsze.


Książka zrecenzowana dla portalu lubimyczytać.pl

www.lubimyczytac.pl
 

wtorek, 2 stycznia 2018

Amanda Prowse - "Świąteczne marzenie"


W okresie świąteczno-noworocznym najbardziej lubię to, że wszyscy nagle potrafimy zwolnić. Nieważne czy jesteśmy superważnymi prezesami, zabieganymi matkami czy też mróweczkami w korpo – wraz z kolacją wigilijną wszyscy nagle tracimy rozpęd i oddajemy się błogiemu lenistwu. Nawet jeśli musimy przed Nowym Rokiem wrócić do pracy, to umówmy się – w tym okresie naprawdę nikt nie daje z siebie wszystkiego. Tak jak nasze brzuch pełne są świątecznego sernika, tak głowa wciąż pozostaje na wygodnej domowej kanapie. Przy odrobinie dobrych chęci lenistwo w tym roku możemy przeciągnąć aż do 8 stycznia, co przyznacie, jest całkiem przyjemną perspektywą.

A skoro tyle wolnego czasu wciąż jeszcze przed nami, warto zastanowić się nad doborem odpowiedniej lektury. Książek o tematyce świątecznej jest w tym roku prawdziwy wysyp, ze zdecydowana przewagą rodzimych autorów. Ciekawą propozycję ma jednak dla swoich czytelników Wydawnictwo Kobiece, które obok Psiego najlepszego, w tym roku wydało również Świąteczne marzenie, czyli najnowszą powieść Amandy Prowse, której książki znane są już miłośniczkom literatury kobiecej.

Główna bohaterka Świątecznego marzenia  - Meg, nie ma za sobą łatwego życia. Dzieciństwo spędziła ona przerzucana pomiędzy kolejnymi rodzinami zastępczymi i nieustannie łaknąca uwagi matki, a jej pierwsza wielka miłość okazała się kolejnym rozczarowaniem. Po śmierci narzeczonego, który zginął w tragicznym wypadku, okazało się, że miał on drugie życie, a ciężarna Meg miała zostać przez niego wkrótce porzucona. Wsparcie zupełnie nieoczekiwanie przyszło do dziewczyny ze strony dwóch uroczych starszych pań, które prowadziły jedną z najlepszych londyńskich cukierni. Pod ich troskliwą opieką Meg odżyła i zaczęła na nowo marzyć. Służbowa podróż do Nowego Jorku tuż przed świętami zupełnie niespodziewanie przewróciła jej życie do góry nogami…

Najnowsza książka Amandy Prowse to romantyczna opowieść o miłości i przyjaźni. Osadzona w świątecznej atmosferze Londynu i Nowego Jorku historia czaruje czytelników i przenosi do zimowej krainy marzeń z lodowiskiem, pięknie przystrojonymi choinkami i czekoladowymi smakołykami. Choć Świąteczne marzenie nie zaskoczy przełamaniem gatunku czy fabularnymi nowinkami, doskonale sprawdzi się jako lektura dla fanek romansu. Główna bohaterka da się lubić, a postacie drugoplanowe są ciekawe i nadają książce lekkości i humoru.

Jeżeli więc nie macie jeszcze, Drodzy Czytelnicy, dość okołoświątecznej aury, happy endów i cukierkowej atmosfery, Świąteczne marzenie Was nie rozczaruje. To książka lekka i przyjemna, która jednak nie zaskoczy i nie skłoni do noworocznych refleksji. Jako odpowiednik filmowych bożonarodzeniowych romansów sprawdzi się jednak idealnie.



Książka zrecenzowana dla portalu lubimyczytać.pl

www.lubimyczytac.pl

piątek, 22 grudnia 2017

Joanna Szarańska - "Cztery płatki śniegu"



Święta to magiczny czas, w których chcielibyśmy, żeby wszystko układało się jak w reklamach czy teledyskach, jakimi bombardowani jesteśmy wraz ze zbliżającym się końcem roku. Uśmiechnięci ojcowie powinni wieszać ozdoby na choince, radosne dzieci odpakowywać prezenty, a matki w szykownych strojach podawać do stołu wazę pełną aromatycznego barszczu. Niestety, pięknie i bezproblemowo bywa tylko w telewizji, a prawdziwe życie często dalekie jest od wymarzonego ideału.

Właśnie o takim nieidealnym, ale prawdziwym życiu opowiada najnowsza powieść Joanny Szarańskiej Cztery płatki śniegu. Nie bójcie się jednak, nie jest to powieść depresyjna czy przygnębiająca, która zamiast wprowadzić czytelników w świąteczny nastrój, sprawi, że będą oni mieli ochotę odwołać Gwiazdkę. Co to, to nie! Autorka w swoim lekkim i zabawnym stylu, pokazuje, że nie ma takich tarapatów, z których przy odrobinie dobrej woli i współpracy, nie bylibyśmy w stanie się wykaraskać!

W pewnym kalwaryjskim bloku mieszka nieco surowa starsza pani, która za punkt honoru postawiła sobie dekorację osiedlowej choinki. Nie ma jednak zamiaru robić tego sama – w projekt zaangażować chce wszystkich mieszkańców budynku. Ci jednak, zamiast skupić się na świątecznych przygotowaniach, pochłonięci są własnymi problemami. Samotne macierzyństwo, podejrzenia o zdradę, wtrącająca się teściowa czy chorobliwe wręcz skąpstwo, to tylko wierzchołek góry lodowej sąsiedzkich kłopotów… Czy w ten niezwykły, grudniowy czas odnajdą choć odrobinę bożonarodzeniowej magii?

Cztery płatki śniegu to historia ludzi, takich jak my. Daleko im do wyidealizowanych bohaterów rodem ze świątecznej bombki. Mają swoje wady (niektórych bohaterów naprawdę trudno polubić!), słabości i drobne grzeszki na sumieniu, dzięki czemu o wiele łatwiej nam się z nimi utożsamić. W książce nie zabraknie scen, które przyprawią nas o głośny śmiech (truskawka!) i takich, która wywołają wzruszenie. Opowieści  o poszczególnych bohaterach przeplatają się ze sobą i tworzą świąteczną historię, którą czyta się z ogromną przyjemnością. 

Dla fanów autorki mam również dobrą wiadomość – w Kalwarii pojawiła się również Kalina, znana z serii Kalina  w malinach, która poprowadzi kolejne już w swojej karierze śledztwo.

Cztery płatki śniegu to z pewnością lektura, którą warto przeczytać w czasie tegorocznej Gwiazdki. Polecam ją jednak na bożonarodzeniowy poranek, jeżeli bowiem rozpoczniecie czytanie przed wieczerzą wigilijną, istnieje spora szansa, że Wasi goście dostaną przypalonego karpia. Ta książka naprawdę wciąga!



Książka przeczytana dzięki uprzejmości wydawnictwa Czwarta Strona

www.czwartastrona.pl