Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do recenzji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do recenzji. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 maja 2016

Jessica Knoll - "Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie"


Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie Jessicki Knoll to książka, której nie sposób było przegapić – ani w mediach, ani na półkach w księgarniach. Akcja promocyjna, która rozpoczęła się kilka dobrych tygodni przed premierą, wściekle żółty grzbiet książki i zapowiedź rychłej ekranizacji zrobiły swoje. Do lektury książki siadałam pełna entuzjazmu i ciekawa, czy i ja będę równie zachwycona książką, co polecający ją redaktorzy licznych amerykańskich gazet.

TifAni FaNelli  ma wszystko – wymarzoną pracę w znanym kobiecym czasopiśmie, świetne ciuchy i dodatki, doskonałego i bogatego narzeczonego, a także rozmiar XS, który jej zdaniem wciąż jest zbyt duży. Na jej palcu lśni obrzydliwie drogi i stary pierścionek zaręczynowy, który dobitnie pokazuje wszystkim zainteresowanym, że rodzina w którą wkrótce się wżeni, to „stare pieniądze” i swoista arystokracja Nowego Jorku. Kiedy więc okazuje się, że o wydarzeniach z czasów jej pobytu w liceum ma zostać nakręcony film dokumentalny, Ani widzi w tym okazję nie tylko do przedstawienia własnej wersji wydarzeń, ale i udowodnienia wszystkim, jak daleko udało jej się zajść.

Powrót do rodzinnej miejscowości sprawia, że Ani musi stanąć twarzą w twarz ze swoją przeszłością, która pełna jest mrocznych sekretów. Okazuje się, że nie wszystko złoto, co się świeci, a tytuł „najszczęśliwszej dziewczyny na świecie” nie do końca pasuje do głównej bohaterki.

Pierwsze rozdziały książki przywodziły mi na myśl lubiany przeze mnie serial sprzed paru lat. Ani wydawała się być doskonałą towarzyszką dla Blair i Sereny z Gossip girl – typowa „it girl”, która w przerwach od wydawania niezarobionej przez siebie kasy, snuje intrygi i gada o seksie. Z każdym kolejnym rozdziałem fabuła stawała się jednak coraz bardziej skomplikowana, a w miarę poznawania przeszłości bohaterki, czytelnik miał szansę zrozumieć jej psychikę i motywację.

Więcej o fabule pisać nie będę, bo chętni sami sprawdzą jakie sekrety skrywa Ani, a pozostali prędzej czy później trafią na filmową adaptację, która podobno jest już przygotowywana przez m.in. Reese Witherspoon (która, jeżeli to ona miałaby zagrać główną rolę, jest całkowitym zaprzeczeniem tego, jak wyobrażałam sobie bohaterkę). Warto jednak napisać, że Najszczęśliwszą dziewczynę na świecie czytało mi się przyjemnie i nawet szablonowe zakończenie, nie zepsuło mojego odbioru książki jako całości. Głównej bohaterki nie polubiłam co prawda aż do końca, ale tym razem zupełnie mi to nie przeszkadzało. Podobało mi się natomiast stopniowe odkrywanie wydarzeń z przeszłości i moje zaskoczenie, kiedy w końcu poznałam sedno sprawy.

Czy Najszczęśliwszą dziewczynę na świecie określiłabym jako „it book”? Raczej nie, bo zdarzało mi się czytać już dużo lepsze książki. Jeżeli jednak szukacie czegoś lekkiego na weekend, co jednocześnie nie będzie typową obyczajówką czy kryminałem, możecie śmiało sięgać po tę książkę. Mam jednak wrażenie, że bardziej trafi ona do młodych czytelniczek – tych, które częściej sięgają po Cosmopolitan, z którego wywodzi się autorka książki. Dla zwolenniczek Twojego Stylu i Wysokich obcasów niedługo postaram się podrzucić inną propozycję:)

* książka przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Literanova



poniedziałek, 14 marca 2016

Diane Chamberlain - "Chcę Cię usłyszeć"



O twórczości Diane Chamberlain słyszałam już wiele dobrego. Znajomi polecali mi jej książki, twierdząc, że skoro lubię Jodi Picoult, to Diane także mnie oczaruje. W zeszłym roku na moją półkę trafiło kilka książek autorki w oryginale, a na początku tego roku udało mi się na wymianie książkowej dorwać Kłamstwa. Czasu i okazji do przeczytania jednak jeszcze nie było, choć teraz wiem już, że wiele straciłam. Dzięki współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka miałam bowiem okazję przeczytać najnowszą wydaną w Polsce książkę autorki pt. Chcę Cię usłyszeć i niniejszym oświadczam, że jestem oczarowana.

Książka opowiada historię Laury Brandon, która jeszcze do niedawna miała szczęśliwe i satysfakcjonujące życie. Kariera i sława w naukowym środowisku, zdawała się idealnie komponować z rodzinnym szczęściem u boku męża i córeczki. Kiedy więc Laura złożyła umierającemu ojcu obietnicę zaopiekowania się nieznaną staruszką, nie mogła przewidzieć, że będzie to początek serii zaskakujących zdarzeń, które wywrócą całe jej życie do góry nogami...

Z kolei Sarah Tolley, którą Laura zobowiązała się zająć, nie ma pojęcia kim jest odwiedzająca ją młoda kobieta. Schorowana staruszka pod wpływem Alzheimera coraz częściej gubi się w codzienności, jednak doskonale pamięta mroczne wydarzenia z przeszłości, wiedzę o których postanawia przekazać Laurze.

Jaki wpływ na życie dziecka może mieć trauma nagłej utraty kogoś bliskiego? Jak wypełnić zobowiązania, których się podjęliśmy, kiedy inni nam to odradzają? A w końcu, jak żyć z wyrzutami sumienia? Na te, i na wiele innych trudnych pytań, odpowiada Diane Chamberlain w swojej najnowszej książce i robi to w sposób absolutnie mistrzowski. Autorka zgrabnie łączy teraźniejszość z przeszłością, miesza je z rodzinnymi sekretami i walką o zdrowie dziecka, a całość okrasza odrobiną romansu, sprawiając tym samym, że książka staje się obyczajowym ideałem.

Chcę Cię usłyszeć podobało mi się bardzo. Ciekawa i wielowątkowa akcja, zaskakujące zakończenie i interesujący bohaterowie sprawili, że na własnej skórze przekonałam się, że Diane Chamberlain jest dokładnie tak dobra, jak zapowiadali to moi znajomi, a ja, mam teraz całkiem spory stos książek do nadrobienia. 

 * książka przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

środa, 10 lutego 2016

Agata Kołakowska - "Niewypowiedziane słowa"



Na najnowszą książkę Agaty Kołakowskiej Niewypowiedziane słowa zdecydowałam się nieco w ciemno, wciąż pamiętając wydaną przez te samo wydawnictwo doskonałą Rozważną czy romantyczną Anny Karpińskiej i licząc, że i tym razem kobieca literatura obyczajowa skradnie moje czytelnicze serce. Nie ukrywam też, że ostatnio lubię odkrywać nieznanych mi polskich autorów i szansę na przeczytanie kogoś dla mnie nieznanego, wykorzystuję praktycznie zawsze.

Bohaterami Niewypowiedzianych słów są dwie pary: Łucja i Andrzej – małżeństwo z kilkuletnim stażem oraz Hanna i Mariusz, którzy właśnie decydują o wspólnej przyszłości. Każda z tych par ma własne problemy i demony ukryte w szafie, na pozór jednak stanowią szczęśliwe, spełnione związki. Andrzej po czujnym okiem teścia prowadzi rodzinną aptekę, podczas gdy Łucja praktykuje okulistykę w pobliskiej prywatnej przychodni. W wolnych chwilach prowadzą intensywne życie towarzyskie, odwiedzając muzea i opery, co niestety stanowi rozrywkę tylko dla jednego z małżonków. Tymczasem Hanna – psycholog dziecięcy i Mariusz – muzyk grający w operowej orkiestrze właśnie podjęli decyzję o ślubie i rozpoczynają przygotowania do uroczystości. Hanna wie, że nie będzie jej łatwo przekonać do przyszłego zięcia swoich rodziców, którzy nieustannie porównują ją do zmarłej w dzieciństwie siostry, a dodatkowym wyzwaniem, będzie okiełznanie wyjątkowo zaborczej matki Mariusza. Kiedy w wyniku niezwykłego zbiegu okoliczności losy par krzyżują się i  od tej chwili, nic nie będzie już dłużej takie samo…

Przyznaję od razu, że nie wszystkich bohaterów udało mi się polubić. O ile całym sercem kibicowałam Hance, tak niesamowicie drażnił mnie Mariusz. Andrzej wydawał się miłym i fajnym facetem, ale już jego żona była postacią raczej niesympatyczną. Ich losy splatały się ze sobą i krzyżowały co chwilę, a bohaterowie pozostawali całkowicie nieświadomi zamieszania. Każde z nich odkryło, że tak naprawdę nie jest do końca zadowolone ze swojego życia, a szczęście znajduje się na wyciągnięcie ręki. Pytanie tylko, czy któreś z nich odważy się po nie sięgnąć…

W mojej ocenie ta książka tylko pozornie opowiada o związkach i ich problemach, a tak naprawdę stanowi idealne odzwierciedlenie tytułu. Bohaterowie, nie mówiąc o swoich potrzebach i uczuciach, sami się blokują i to tak na szczęście, jak i na drugiego człowieka.

Autorka niewątpliwie stworzyła ciekawą historię, w której udało jej się uniknąć banału. Książka, prócz warstwy obyczajowej, może również zostać uznana za przypowieść, o tym jak ważna jest umiejętność walki o siebie i o swoje szczęście. To historia o tym, że  jeżeli chcemy liczyć na zrozumienie u drugiego człowieka, musimy się najpierw na niego otworzyć i powiedzieć, co dokładnie nas boli.

Reasumując, Niewypowiedziane słowa to powieść obyczajowa, która powinna spodobać się wielbicielkom tego gatunku. U mnie co prawda obyło się bez większych wzruszeń czy zachwytów, ale też daleko mi do klasycznej fanki obyczaju – zdecydowanie bardziej lubię go przyprawionego odrobiną romansu czy komedii, czego tym razem mi brakowało.

 * książka przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka

środa, 3 lutego 2016

Jonas Karlsson - "Rachunek"



Czy zastanawialiście się kiedyś ile kosztuje szczęście? I co by się stało, gdyby nagle okazało się, że musimy za nie zapłacić? I nie, nie metaforycznie, a w żywej gotówce. Takiej z odsetkami, komornikiem i zajęciem wynagrodzenia. Odpowiedź na tak postawione pytania daje nam Jonas Karlsson w swojej pierwszej wydanej w Polsce książce Rachunek.

Bohater książki wiedzie zupełnie zwyczajne życie. Chodzi do pracy, wraca do domu, dzwoni do kumpla i idzie spać. Żywi się jak przeciętny samotny mieszkaniec dużego miasta – fast foodami i lodami. Od czasu do czasu miewa jakieś romanse, ale o wielkiej miłości nie ma mowy, ta odeszła w zapomnienie wraz z pewną hinduska pięknością. Kiedy więc dostaje rachunek za swoje szczęście, jest pewien, że to jakaś kolosalna pomyłka. Tym bardziej, kiedy okazuje się, że z pozoru szczęśliwsi od niego ludzie dostają rachunki opiewające na o wiele niższą kwotę. Co więcej, każda kolejna próba skorygowania kwoty rachunku i wskazanie życiowych porażek, sprawia, że zadłużenie wzrasta coraz bardziej, aż wkrótce okazuje się, że ten dług nie będzie mógł zostać spłacony…

Rachunek to książka na jedno popołudnie. Jest mała, chuda i czyta się ją w ekspresowym tempie. Nic nie wskazuje na to, że jest to arcydzieło. A jednak, śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych i najciekawszych książek, jakie czytałam. Lekko ironiczna, w nutką skandynawskiego stylu i motywem walki jednostki z system, zachwyca niebanalnym pomysłem na fabułę, która zmusza nas do refleksji nad tym, czym naprawdę jest szczęście. Bohater nie jest bowiem postacią, którą opisalibyśmy jako szczególnie szczęśliwą, a jednak według obliczeń systemu, to on jest jednym z największych beneficjentów światowych zasobów tego uczucia. I tutaj rodzi się pytanie: czy to system się myli, czy może to, co powszechnie uważa się za szczęście, jest tylko jego pozorem? Może wielkie pieniądze, oszałamiające kariery czy wreszcie miłosne wzruszenia nie są ważniejsze od takich drobnych przyjemności jak smak ulubionych lodów na języku czy piękny pejzaż za oknem. Może szczęście to nie te chwile pełne euforii i emocji, ale właśnie momenty spokoju i cichego zadowolenia?

Tak naprawdę o książce Karlssona niezwykle trudno napisać jest coś konkretnego i odkrywczego. Jej recenzję powinnam skrócić do maksymalnie dwóch słów – przeczytaj koniecznie. A potem może zastanów się na jaką kwotę opiewałby Twój rachunek?


P.S. Niech nikt nie da się zwieść i nie weźmie tej książki za jakiś poradnik pozytywnego myślenia czy kolejną pozycję z serii „szczęście jest w Tobie, tylko musisz je z siebie wydobyć”. Tych szczerze nienawidzę i możecie być pewni, że nigdy Wam żadnej nie polecę;) 


* książka przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Literanova

wtorek, 26 stycznia 2016

Patryk Pleskot - "Zabić. Mordy polityczne w PRL"






Dzięki Wydawnictwu Znak Horyzont w moje ręce trafiła prawdziwa perełka. Najnowsza książka Patryka Pleskota Zabić. Mordy polityczne w PRL to kryminalne zagadki, które wydarzyły się naprawdę. W książce opisane zostało trzynaście niewyjaśnionych do końca zbrodni, których sprawcy nie ponieśli zasłużonej kary. Autor - politolog i historyk, młody profesor nadzwyczajny i pracownik warszawskiego oddziału IPN - zebrał materiały źródłowe dotyczące opisywanych zbrodni, przeanalizował je i opisał w wyjątkowo przystępny sposób, tak, że książka skierowana jest do wszystkich czytelników, a nie tylko pasjonatów historii.

Książka opisuje historię ofiar PRL – tych, którzy faktycznie z komunizmem w Polsce walczyli, i tych, którzy stali się niewinnymi ofiarami systemu. Kilkorga licealistów, którzy zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach, aktywnych opozycjonistów, których należało uciszyć i niewygodnych przedstawicieli kleru. Osób znanych, jak choćby ks. Jerzy Popiełuszko, premier Piotr Jaroszewicz czy symboliczna już przypadkowa ofiara systemu - Grzegorz Przemyk, ale także postaci zupełnie anonimowych dla przeciętnego współczesnego Polaka, a więc m.in. Piotra Majchrzaka czy Małgorzaty Targowskiej - Grabińskiej. Jak wskazuje we wstępie sam autor „Pełno tu dramatów ludzkich, okrucieństwa, niesprawiedliwości. Łez i smutku. Dużo poczucia krzywdy i mało poczucia winy”.

W niektórych przypadkach, pomimo zmiany systemu i licznych prób wyjaśnienia okoliczności zdarzeń, do dzisiejszego dnia nie udało się ostatecznie wyjaśnić tajemniczych zgonów. Zastraszeni przed laty świadkowie, często do dzisiejszego dnia boją się wyjawić prawdę albo, na skutek wielokrotnie zmienianych wersji zdarzeń, stali się już zupełnie niewiarygodni. Do tego dochodzi problem niewłaściwie zabezpieczonego materiału dowodowego i nierzetelnie wykonywanych sekcji zwłok, gdzie pomimo ekshumacji ciał niektórych z ofiar, niemożliwym jest precyzyjne podanie przyczyny śmierci. W międzyczasie wielokrotnie powtarzane kłamstwa zdążyły już przesączyć się do ludzkiej świadomości niczym trucizna, zatruwając umysły dawnych oprawców i ich współpracowników, skutkując wypraniem ich z resztek empatii czy poczucia winy.

W mojej ocenie, autor nie tylko doskonale opracował opisywane przypadki zgonów, co do których istniało prawdopodobieństwo, iż stoi za tym aparat bezpieczeństwa i opisywał je w sposób „przyjazny” dla czytelnika, ale również, co dla mnie jest szczególnie istotne w tego typu książkach, nie pokusił się o forsowanie jedynie słusznej koncepcji. Wręcz przeciwnie, opisywał nawet najbardziej niedorzeczne hipotezy, jakie pojawiały się w śledztwie i wykazywał nie tylko na ich słabe punkty, ale także na te, które mogły przemawiać za ich uwiarygodnieniem. Pomimo własnych przekonań i oczywistego ukierunkowania na wykazanie win ówczesnych organów bezpieczeństwa, Patryk Pleskot nie pozwolił sobie na stawianie kropki tam, gdzie w dalszym ciągu widnieje znak zapytania.

Dzieł takich jak to, nie czytam zbyt często. Kiedy jednak po nie sięgam, odzywa się we mnie uśpiona od lat miłość do historii (nawet tej najokrutniejszej) i chęć czerpania z niej mądrości. Choć mam nadzieję, że reżim taki jak ten PRL-owski Polakom już nie grozi, wciąż dotyka on wielu z naszych wschodnich sąsiadów i chociażby dlatego warto poznać stosowane przez niego mechanizmy budowania terroru. Groźby, represje, zastraszanie, aż w końcu pobicia czy morderstwa, od zawsze były częścią budowania autorytetu władzy niedemokratycznej, a mechanizmy te najlepiej poznać właśnie na konkretnych „przykładach”. W tym przypadku niestety nie tak dalekich w czasie czy przestrzeni…

Opisywane okrucieństwo szeroko rozumianych funkcjonariuszy esbecji, czy to działających na polecenie przełożonych (jak w przypadku chociażby ks. Popiełuszki) czy zwyczajnie okrutnych i bestialskich, bez żadnego „politycznego” podłoża (jak w sprawie Grzegorza Przemyka), nie zadziałało na mnie jednak aż tak przerażająco, jak całkowita bezradność systemu sądownictwa – i to tak w czasach PRL, jak równie obecnie – oraz absolutna bezkarność winnych. Skoro więc nie udało się nam pomścić ofiar i zapewnić sprawiedliwości ich najbliższym, pochylmy się chociaż nad ich historią i czerpmy nauczkę z kolejnej bolesnej lekcji, jakiej udzieliła nam wszystkim historia. 

 * książka przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Horyzont