poniedziałek, 19 października 2015

C.W.Gortner - "Mademoiselle Chanel"



Christophera W. Gortnera i jego twórczość miałam na oku już wcześniej, planując, że prędzej czy później wezmę się za którąś z historycznych książek poświęconych dawnym monarchiniom. Słyszałam, że to autor porównywany do Phillipy Gregory, która dla mnie jest mistrzynią gatunku. Kiedy więc zobaczyłam zapowiedź jego najnowszej książki – biografii Coco Chanel, wpadłam nieomal w ekstazę i wiedziałam, że to pozycja, którą po prostu muszę mieć.

Coco Chanel to dla mnie kobieta-ikona, która zasługuje na miejsce na piedestale obok takich sław jak Audrey Hepburn, Marilyn Monroe czy Grace Kelly. Ich biografie goszczą od lat na mojej półce, a ja kolejno dodaję do nich nowe pozycje – ostatnio na moją półkę trafiła m.in. biografia Brigitte Bardot. Nie ukrywam więc, że lekturę biografii Chanel (a dokładnie  Coco Chanel. Życie intymne Lisy Chaney) miałam już dawno za sobą i zastanawiałam się, czy Mademoiselle Chanel będzie w stanie zrobić na mnie wrażenie…

Całe szczęście moje obawy okazały się zupełnie bezpodstawne – książka Gortnera jest rewelacyjna. Narracja pierwszoosobowa, w której to sama Coco opowiada nam swoją historię, sprawia, że biografia ta jest czymś zupełnie świeżym i pozwala czytelnikowi zupełnie inaczej odczuwać całą historię. A nie ma co ukrywać, że życie Gabrielle Chanel było niezwykle interesujące – ta porzucona przez rodzinę półsierota, która wychowywała się w surowych klasztornych murach, dzięki własnej odwadze i ciężkiej pracy zdołała osiągnąć sukces o niewyobrażalnych wręcz rozmiarach. Stała się ponadczasową ikoną stylu, mecenaską sztuki i przyjaciółką wielkich tego świata. Plejada nazwisk, jaka przewija się na kartach tej książki sprawia, że czytelnik przeciera oczy ze zdumienia. Opisane są bowiem popołudniowe herbatki Coco i Churchilla, bankiety na których puszczał do niej oczko Salvador Dali oraz podrywający projektantkę Pablo Picasso. Misia Sert, Stawiński i Diagilew czy Cocteau to w oczach Coco nie wielcy artyści minionej epoki ale najlepsi przyjaciele, towarzysze wielu wieczorów przy dobrym jedzeniu i winie.

C.W. Gortner w swojej Mademoiselle Chanel nie tyle przedstawił mi życiorys Coco, co raczej sprawił, że przez prawie 600 stron żyłam jej życiem. Kochała, płakałam i podejmowałam ryzykowne decyzje; spotykałam jej przyjaciół i projektowałam z nią słynne stroje. Pachniałam Chanel No5 i zwijałam się w łóżku z jej psami….
Przez chwilę byłam ikoną.

Sama książka wydana została w sposób bardzo elegancki. Prosta okładka, twarda oprawa i dobre szycie sprawiają, że książkę czyta się bardzo wygodnie i pomimo znacznej objętości nie zamyka się ona i nie jest za ciężka. Do mojego egzemplarza dołączony został wspaniały dodatek w postaci materiałowej torby, na której odwzorowana została okładka. Stanowi ona wspaniały gadżet dla każdego książkofila-ekologa czy fana mody. No i teraz mogę już spokojnie mówić, że mam swoją pierwszą torbę Chanel;)

 * książka przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Między Słowami

środa, 14 października 2015

Rainbow Rowell - "Fangirl"


Z pewnych rzeczy nigdy się nie wyrasta. Jedną z nich jest w moim przypadku „podbieranie” książek mojej młodszej siostrze. Chociaż na literaturę z gatunku young adult jestem już zdecydowanie za stara, to od czasu do czasu po prostu muszę przeczytać coś lekkiego i młodzieżowego… Tym razem padło na Rainbow Rowell i jej Fangirl, które miałam okazję przeczytać dzięki akcji Book Tour organizowanej przez Książkowe "kocha, nie kocha".

Fangirl to historia amerykańskiej nastolatki o imieniu Cath, która właśnie wyprowadziła się z domu i rozpoczęła naukę w college’u. Dziewczyna przeżywa pierwsze miłosne wzloty i upadki, a także przechodzi przyspieszony kurs dojrzewania na skutek rodzinnych zawirowań. Po latach pojawia się bowiem jej matka, ojciec doznaje załamania nerwowego, a ukochana siostra bliźniaczka nagle zamienia się w wiecznie pijaną imprezowiczkę i zupełnie odcina się od siostry.

Perypetie nastolatki to jednak jedynie część historii, gdzie tym co wyróżnia bohaterkę jest jej niezwykła pasja – Cath jest bowiem znaną i uznawaną twórczynią fanfików, czyli kontynuacji czy też alternatywnych wersji popularnych książek. Bohaterka uwielbia Simona Snow (książkowa wersja Harry’ego Pottera pomieszanego ze Zmierzchem) i regularnie wrzuca do sieci opowiadania inspirowane książkowym światem bohatera. Chociaż jej historyjki mają setki tysięcy internetowych wyświetleń, w prawdziwym życiu Cath nie jest tak łatwo – rozpoczynając uniwersytecki kurs pisania powieści bohaterka dowiaduje się, że jej dzieła to plagiat i nie mogą one zyskać akceptacji wykładowcy. Dziewczyna załamuje się i ciężko jej pogodzić się z porażką, a napisanie pracy semestralnej, która ma być wyłącznie jej pomysłem nagle wydaje się niewykonalne…

Fangirl to książka, którą czyta się bardzo dobrze i szybko. Doskonale sprawdzi się jako forma relaksu w ponury deszczowy wieczór. Nie wywołuje ona moich większych zachwytów, w gatunku young adult mam bowiem nieco innych faworytów ale jeżeli macie „-naście” lat albo po prostu chcecie poczytać coś co Was odmłodzi to Fangirl powinna spełnić Wasze czytelnicze oczekiwania.
 
 

środa, 7 października 2015

M.J. Arlidge - "Powiedz panno gdzie ty śpisz"



Dobry thriller czy kryminał to coś, co lubię najbardziej. Po takie książki najchętniej sięgam i takie recenzuję z największą przyjemnością. Nie ukrywam jednak, że recenzja kryminału jest szczególnie trudna do napisania – jak dużo napisać, żeby nie zdradzić przyszłemu czytelnikowi za dużo? Jak wskazać, że historia jest dobra, skoro nie wolno zdradzić chociażby elementu fabuły?

Powiedz panno gdzie ty śpisz jest drugim tomem przygód znanej z Ene, due, śmierć nieszablonowej policjantki Helen Grace. M.J.Arlidge, który poza pisaniem książek, jest także autorem scenariuszy do kilku brytyjskich seriali kryminalnych, odwalił kawał dobrej roboty tworząc tę postać. Helen jest silna, skomplikowana i z trudną przeszłością, która nie daje o sobie zapomnieć. Co ciekawe autor koncentruje się głównie na postaciach kobiecych, tworząc bohaterki o wyraźnym i silnym charakterze oraz bohaterów słabych i zagubionych. I tak, w drugim tomie, nemezis Helen kolejny raz jest kobietą. Tym razem ofiarami morderczyni są mężczyźni wybierani według wyjątkowo precyzyjnego klucza – wywołują oni mało współczucia i sprawiają, że momentami kibicowałam ich oprawczyni.

Autor wspomina kilkukrotnie Polaków, choć niestety nasi rodacy przebywający na Wyspach nie są opisywani w dobrym świetle, co przyznam nieco raziło moją polską dumę. Był to jednak jedyny minus książki, która jest doskonałą kontynuacją Ene, due, śmierć. I chociaż tam sam pomysł na fabułę podobał mi się nieco bardziej, to w Powiedz panno gdzie ty śpisz ciekawsi wydają się bohaterowie drugiego planu, a sama Helen Grace nabiera wyrazistych cech i staje się postacią spójną.

Książka, dzięki plastycznemu językowi autora i wyjątkowo krótkim rozdziałom czyta się doskonale. Zastosowany przez Wydawcę zabieg „odliczania” rozdziałów powoduje, że książkę czyta się wygodniej, co w połączeniu z wciągającą fabułą i chęcią rozwiązania zagadki sprawia, że od książki dosłownie nie da się oderwać. Fanów pierwszego tomu do lektury zachęcać z pewnością nie muszę, a tych którzy nie mieli jeszcze okazji poznać Helen Grace gorąco namawiam do zakupu obu książek z serii – gwarantuję, że nie pożałujecie.   

* książka przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czwarta Strona

sobota, 3 października 2015

Joanna Sykat - "Jutro zaświeci słońce"


Jutro zaświeci słońce nie jest powieścią, którą powinno czytać się w deszczowy, jesienny wieczór, kiedy o słońcu można co najwyżej pomarzyć. Z drugiej strony gdybym przeczytała ją w środku upalnego lata pewnie nie zrobiłaby na mnie takiego wrażenia. Mam wrażenie, że na książki tego typu nigdy nie ma odpowiedniego czasu i miejsca, a bolesne tematy będą boleć niezależnie od pory dnia czy roku i żadne widoki za oknem nie pomogą...

Joanna Sykat stworzyła bohaterkę, której w życiu nie wyszło. Nie dojrzała, nie wzmocniła się, nie znalazła bezpiecznej przystani. Winę za wszystko co jej się przytrafia zwala na matkę, która w dzieciństwie nie okazywała jej czułości, podcinała skrzydła, umniejszała ją w oczach innych. Na dominującej poczucie beznadziei głównej bohaterki nie pomogła ani kochająca babcia, ani dobry ojciec, ani nawet kochający, oddany mąż. Anita, bo tak ma na imię bohaterka, a zarazem narrator historii, boi się życia, boi się własnych sukcesów i co chyba najważniejsze boi się szczęścia. To ten typ człowieka, którego w realnym życiu unikałabym na kilometr – wiecznie pokrzywdzony, marudzący, bojący się żyć i czuć. W czasie lektury zaczęłam jednak lubić tę postać, kibicować jej, choć wciąż miałam ochotę od czasu do czasu kopnąć ją w tyłek na opamiętanie. Nie mniej jednak, całą sobą życzyłam jej szczęśliwego zakończenia.

Nie zgodzę się ze stwierdzeniem zawartym w opisie książki, że jest to historia o toksycznej matce i jej wpływie na życie córki. Jak dla mnie jest to historia o toksycznej relacji, ale nie z drugim człowiekiem, a z samym sobą. Moim zdaniem największym wrogiem Anity jest sama Anita. Walcząc z samą sobą i własnym strachem krzywdzi nie tylko siebie, ale i najbliższych. Wydaje jej się, że z powodu doznanych krzywd nie ma szans na zbudowanie dobrej relacji z mężem, a tak naprawdę nie udaje się jej stworzyć szczęśliwego związku wyłącznie ze swojej winy – zamknięta, przestraszona i niepewna siebie, nie potrafi kochać i być kochaną.

Jutro zaświeci słońce to poruszająca historia o walce z własnym strachem, z ograniczeniami jakie sami sobie narzucamy i o rodzinnych trupach trzymanych w szafie, które finalnie zawsze wychodzą na jaw. Do przeczytania ku przestrodze i ku wzmocnieniu poczucia własnej wartości.

* książka przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czwarta Strona

sobota, 26 września 2015

Naveed Jamali - "Jak złapać rosyjskiego szpiega"



Zawód szpieg - marzenie każdego faceta w wieku od 7 do 77 lat. Fascynacja tymi najsłynniejszymi jak James Bond czy Jason Bourne dotyczy już nie tylko mężczyzn. Która z nas, drogie Panie, nie marzy o facecie tajemniczym, silnym i z licencją na zabijanie? Takim, który przy kieliszku szampana (nie)powie nam o tym jak spędził dzień (a spędził go zabijając terrorystów), a potem doprowadzi nas w łóżku do gorączki?

Książka Naveeda Jamali pokazuje nam, że prawdziwy szpieg to zwykły facet. Przeciętny uczeń, klasowy klown i mąż tej miłej dziewczyny z naszego biura.
Ten zwykły, amerykański chłopak, syn imigrantów został bohaterem i opisał to w swojej książce. Poznał rosyjskiego szpiega, zachęcił go do współpracy, a potem wydał go agentom CIA. Spełnił swoje marzenia, przyczynił się do poprawy bezpieczeństwa USA, a przede wszystkim pokazał, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Przyznam, że Jak złapać rosyjskiego szpiega nie jest książką, po którą sięgnęłabym gdyby nie współpraca recenzencka z wydawnictwem. Cieszę się jednak, że miałam okazję ją przeczytać. Jest ona bowiem szczególnie aktualna w dzisiejszych, burzliwych politycznie czasach. Pokazuje, że tak naprawdę nie może być mowy o współpracy i zaufaniu pomiędzy największymi mocarstwami. Że zawsze jedno będzie z niecierpliwością oczekiwać na porażkę drugiego, będzie starało się poznać wszystkie jego sekrety i nie będzie miało żadnych skrupułów, żeby wykorzystać do tego zwykłych obywateli. Bezpieczeństwo naszej ojczyzny, podobnie jak USA, jest bowiem wartością o którą trzeba walczyć każdego dnia i nigdy nie wolno nam o tym zapomnieć. 

* książka przeczytana dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak Literanova